O wybudowanej przez jeden dzień świątyni

Jan Mielniczek "O WYBUDOWANEJ PRZEZ JEDEN DZIEŃ ŚWIĄTYNI"
 
        Spośród kościołów węgrowskich najrzadziej odwiedzaną przez mieszkańców miasta jest kaplica na cmentarzu protestanckim. Z niewielkim tym kościółkiem związana jest kolejna opowieść.
          Przed laty w Węgrowie mieszkało kilkadziesiąt rodzin luterańskich. W małym drewnianym kościółku spotykali się na modlitwach i uroczystościach religijnych. W 1676 r. świątynia spłonęła. Gdy postanowiono ją odbudować, napotykano na przeszkody, głównie ze strony nieprzychylnego protestantom biskupa łuckiego. Sprawa stała się na tyle głośna, że poruszyła przedstawicieli znamienitych rodów z właścicielami Węgrowa, Krasińskimi, włącznie. Pod ich zwłaszcza wpływem biskup ugiął się i zgodził się na wybudowanie nowej kaplicy. Postawił jednak następujący warunek: Świątynia ma stanąć w ciągu 24 godzin. Wtedy wielu ewangelików zwątpiło.
- Domu nie postawi w takim krótkim czasie, a cóż dopiero kościół – mówili.
Na szczęście nie wszyscy poddali się takim nastrojom, znaleźli się i tacy, którzy uznali, że są w stanie warunek postawiony przez biskupa spełnić.
Szybko sporządzili plan budowy, obrobili drewniany budulec i dopasowali.
Gdy w oznaczonym terminie przystąpili do stawiania budowli, praca okazała się łatwa, wystarczyło tylko złożyć elementy. W taki sposób niemożliwy, jak sądzono, warunek został dotrzymany – kościół stanął w ciągu 24 godzin.
Wybudowany w niecodziennych okolicznościach kościółek stoi po dzień dzisiejszy, a tempa budowy nie powstydziliby się na pewno i współcześni budowlani Węgrowa